Strona główna

O mnie

Moje wyprawy

Równie pasjonujace

Linki

Księga gosci



rok 2007

Nic nie przyszło łatwo. Czekałam 2 miesiace na wyjazd w Tatry, a życie życiem, problemy miewaja wszyscy. Już troszkę poddenerwowana czekałam na decyzję z góry. W głowie krażyły mysli... dziwne mysli. Jednak udało się i w 4-osobowej, kobiecej ekipie, udałysmy się w Tatry Słowackie. Podróż zaczęła się gonitwa za pociagiem :) Szybko go dorwałysmy i od Poznania do Zakopanego można było spać.

Przetransportowanie na Słowacje nie było trudne. Bus Zakopane-Łysa Polana, pokazanie dowodów, bus Łysa Polana-Nowa Lesna. Wszystko w ekspresowym tempie.


I dzien

Wyżnie Hagi --> Dolina Batyżowiecka --> Batyżowiecki Staw --> Tatrzańska Magistrala --> Przełęcz pod Osterwa --> schronisko przy Popradzkim Stawie --> Dolina Mięguszowiecka --> Popradzki Staw (stacja kolejki)

Było pózno, a w planach szlak na rozejscie, czyli dojscie do stawu i powrót.
Dzień upalny, bez chmur. Ludzi mało. Żółty szlak bardzo przyjemny. Stopniowo wznosi się w górę, co jakis czas płynie strumyk. Podchodzac widać ludzi idacych Magistrala na Przełęcz pod Osterwa, jak i wyłaniajacy się masyw Gierlacha.
Doszłysmy nad Batyżowiecki Staw i zaparło nam dech w piersiach... Cos pięknego. Ogromne, prawie pionowe sciany Kończystej, Batyżowieckiego Szczytu i Gierlacha, sprawiły, że poczułysmy się małe. Cisza wprowadziła nas w stan zadumy. Spędziłam chyba godzinę na kamieniu, wlepiajac wzrok w strzeliste szczyty i myslac... nawet nie wiem o czym. Chyba o tym, że się zakochałam.
Mogłabym tam zostać, ale...poszłysmy. Namówiłam na Przełęcz pod Osterwa. Również przyjemny szlak i po jakims czasie znów to... uderzenie. Widok na Dolinę Mięguszowiecka, Dolinę Złomisk, Grań Baszt i... mogłabym wymieniać ten ogrom. Wtedy to stwierdziłysmy, że ta strona Tatr jest o wiele piękniejsza od naszej. Dziwię się cały czas dlaczego dopiero w tym roku doszłysmy do takich wniosków.
Na przełęczy oprócz nas siedziała jeszcze parka. Słychać było tylko powiew wiatru... Słońce powoli zachodziło, a my zmierzałysmy ku schronisku nad Popradzkim Stawem. Jak się pózniej okazało - prawie opustoszałym. Tylko kilka zajętych stolików, na zewnatrz nie było nikogo.
Po wypiciu herbaty (czy tego, co kto chciał) zeszłysmy asfaltem do kolejki w Popradzkim Stawie. Odjechała ok. 5 min. przed nami. Czekałysmy same, w ciemnosciach na kolejna.
Trasa wręcz cudowna. Podobała się, a ja... jestem szczęsliwa, że ja wybrałam własnie na ten 1 dzień oraz zadowoliłam ekipę :)


II dzien

Stary Smokowiec --> Siodełko --> Dolina Małej Zimnej Wody --> Dolina Pięciu Stawów Spiskich --> Czerwona Ławka --> Dolina Starolesna --> Siodełko --> Stary Smokowiec

Pogoda była piękna tego dnia.
Jak to na poczatku wyjazdu - sił miałysmy dużo. Padła decyzja, że idziemy na Czerwona Ławkę.
Już od Starego Smokowca żałowałam, że to ja nie nastawiłam budzika. Miałam do siebie wyrzuty, przeklinałam w duchu. Szłysmy slalomem wymijajac ludzi i miałysmy nadzieje, że skończy się to przy rozejsciu i ludzie pójda nad wodospad. Jak się okazało... większosc szła do Terinki. Jednak widoki rekompensowały tłok na szaku. Ostatnio szłysmy w deszczu, a teraz w palacym słońcu. Przy każdej pogodzie tam jest pięknie. Wędruje się pomiędzy cudownym Grzebieniem Łomnicy i Posrednia Grania. Słychas szum potoku.
Mijałysmy sporo ludzi. Niektórzy byli bardzo charakterystyczni. Np. dziewczyna w złotych adidasach :)
Spotkałam pewnego miłego pana, z którym krótko rozmawiałam. Naprawdę miły :)
Najbardziej cieszył mnie widok małej grupy starszych ludzi, którzy powoli, ale z radoscia w oczach, podchodzili do Terinki.
W Dolinie Pięciu Stawów Spiskich pięknie, ale... zbyt głosno.
Ludzie porozkładali się jak na plaży, ukazujac swoje fałdki. Za to w Terince spokój i nawet czuć było klimat.
Ze schronu wejscie na Czerwona Ławkę, to już chwila.
Przed łańcuchami poznałam dwóch fajnych mężczyzn :)
Wejscie na przełęcz trochę przereklamowane. Wyobrażałam sobie, że będzie inne, może nieco trudniejsze. Jednak... przy ładnej pogodzie łańcuchy były, w większosci, zbędne. Wejscie obok nich, według mnie, łatwiejsze. Przy deszczu co innego. Mimo niewielkiej liczby ludzi robił się korek i tak sobie rozmawiałam z nowo poznanymi kolegami :)
Miejsce na Czerwonej Ławce, to również rozczarowanie... Zrobiłysmy ze 2 zdjęcia i w dół, bo... ludzie czekali, a miejsca niewiele. Cóż... Czemu to się nazywa Ławka jeżeli jest taka mała przełęcz?
Zejscie długie, nawet bardzo, ale... swietne widoki i rozmowy z kolegami umilały wędrówkę.
W jednym miejscu stała kozica, patrzyła się na nas, a my stwierdziłysmy, że... jednak słaby ten zoom w aparacie.
Przy schronisku i koło było już pusto i cicho. Ci co chcieli isc w dół, to w większosci poszli, a my pijac herbatę poznałysmy pana po 70-tce. Nocował w schroniskach, opowiadał jak chodzi już po górach ...dziesiat lat. Sił ma sporo. Trenuje cały rok. Chyba rower i wspin w skałach. Bardzo miło się rozmawiało, ale czas naglił, słońce powoli się chowało.
Tak gadała, tak gadała... że koledzy siedzac przed schronem mnie zawołali i zaproponowali podwiezienie samochodem pod sama kwatere ;) Niestety nie chcieli wejsc na zasłużona kawe. Jednak... sa mili ludzie, a nawet bardzo mili :) Fantastyczne zakończenie dnia. :)


III dzien

Szczyrbskie Jezioro --> Dolina Młynicy --> Bystry Przechód -->Dolina Furkotna --> schronisko pod Soliskiem --> Szczyrbskie Jezioro

To był dzień zdecydowanie zimniejszy i trochę mglisty. 'Lekka' trasa okazała się całodzienna wędrówka. Zdziwił mnie mały tłok w Dolinie Młynicy (pisał o tym Nyka, ale myslałam, że przy tej pogodzie będzie mało ludzi). W poczatkowej fazie szlaku duża uwagę zwracałam na drzewa. Całkiem okazałe, wyrastajace po kilka z jednego pnia.
Im wyżej, tym gorzej. Mgła i lekka mżawka, która na szczęscie była chwilowa.
Doszłysmy do pierwszego stawu. Z tego miejsca doskonale już widac Wodospad Skok. Całkiem on spory. Ludzie często dochodzili do tego miejsca i się cofali. Słusznie :)
Od tego miejsca, idac z górę, pojawiaja się stawy. Zwykle małe, ale urokliwe. Liczyłam, ale... pózniej przestałam. Nad wodospadem w jednym miejscu łańcuch. Gdzieniegdzie płynie woda, pewnie dlatego on tam jest.
Doszłysmy w końcu do Capiego Stawu, zdażyłysmy go zobaczyć i naszła mgła. Pusciłysmy wodze fantazji. Wysepka wyglada jak wielka żaba, a kamienie jak wieloryby :)
Niestety otoczenia stawu nie widziałysmy. Szkoda. Ubrałysmy się cieplej i ruszyłysmy w górę. Niekiedy było dosc niebezpiecznie. Tuż przy szczycie oderwałam się od reszty i poszłam swoim tempem w górę, spotykajac pewnego chłopaka... który w obcym języku (do dzis nie wiem w jakim), zaoferował mi pomoc - podajac dłoń. Niczego trudnego nie było i odmówiłam (cholera...). Minęłam grupę emerytów z Niemiec i zaczęły się łańcuchy. Czytałam Nykę i nie wiem jak czytałam, bo... nie miałam pojęcia, że tam będa jakies łańcuchy. Trudnosci, jak dla mnie, nie było, przeszkadzało tylko zimno. Stwierdziłam, że Bystry Przechód jest faktycznie bystry :) Waski, bardzo waski.
Pózniej działy się już tylko dziwne, ale i interesujące rzeczy. Czekałam tuż obok tego przejscia na resztę ekipy.
-Chłopak, który chciał mi pomagać kręcił się cały czas obok tego miejsca. Schodził i wchodził, siadał - hmm.
-Dziewczyna weszła i sapiac zmęczeniowo-strachliwie nie wiedziała co zrobić z nogami. Gdzie postawić prawa, a gdzie lewa. Wcale jej się nie dziwie, gdybym miała biało-różowe adidasy też bym się bała.
-Pewien grubszy pan, który musiał przechodzić bokiem przez Bystry Przechód i do tego lekko wciagać/zdusić brzuch.
-Wszyscy schodzacy plecami do skały na łańcuchu.

Tak siedziałam, obserwowałam, a mgła opadała na mój polar... Czas leciał, nikt ode mnie nie szedł, zaczęłam się powoli martwić, a tu okazało się, że grupa emerytów z Niemiec nie dawała rady na łańcuchach. Dwie panie spanikowały i partnerzy próbowali im pomóc.... uwaga! trzymajac je pod pachami i wciagajac. Ech... gdyby im chociaż pupy podnosili...
Cóż, pomyslałam, że trzeba będzie tam wrócić, bo co to za przyjemnosc ogladać kamienie pod nogami.
W lekkim deszczu skręciłysmy do schroniska pod Soliskiem. Pusto... zero klapkowiczów! Brzydka pogoda ma plusy. Zdażyłysmy się najesc i jak lunęło... wskoczyłysmy na kolejkę. Nigdy tego nie robiłam w ulewie. Wielka frajda, niezapomniany zjazd :))


IV dzien

Tatrzańska Łomnica --> Zimna Studnia --> Dolina Białej Wody Kieżmarskiej --> Wielki Biały Staw --> Dolina Rakuska --> Tatrzańska Kotlina

W nocy przeszła burza, dosc mocno lało. Od rana pogoda nie wróżyła niczego dobrego, więc wysokie szczyty odpadały. Chciałam isc wczesniej na Jagnięcy lub Koprowy. Trudno...
Zaczęło się od szukania wejscia na żółty szlak. Wychodzi on koło holetu Grand. Dziwne to trochę, ale cóż. Na szczęscie znalazłysmy.
Szlak pusty, prowadzi wsród wysokich traw, także pokrzyw, scieżka jest waska. Podobało mi się bardzo, zwłaszcza, że nie widziałam nikogo oprócz nas. Taki trochę dziewiczy teren.
Niedaleko Zimnej Studni minęlysmy się chyba z dwoma zespołami wspinaczy.
Potok Kieżmarska Biała Woda faktycznie prawie w każdym miejscu była biała :)
Idac wyżej zastanawiałysmy się czy nie wyjdzie nam na scieżkę niedzwiedz. Miałysmy nadzieje, że dzwięk uderzających o kamienie kijków je odstrasza :)
Chyba pierwszy raz przez tak długi okres czasu nie spotkałysmy nikogo!
Krótko przed wejsciem nad Wielki Biały Staw naszła mgła i tyle go widziałysmy... Zapewne piękne jest jego otoczenie. Trzeba będzie wrócić.
Niestety na Przełęcz pod Kopa nie poszłysmy, bo i po co? Widoków brak. Ta opadajaca mgła i wiatr... Bardzo przydała nam się ciepła herbata z termosu.
Po 10 minutach wszystko diametralnie się zmieniło. Nad Tatrami Bielskimi unosiła się delikatna mgła, przeswitywało słońce, wierzbówka kiprzyca delikatnie kołysała się na wietrze. Cuda natury.
Zejscie do Schroniska pod Szarotka, to była czysta rozkosz. Przy takich pięknych widokach mogłabym wędrować ciagle. A Tatry Bielskie... nawet ukazały się całe.
A schronisko... Puste, oprócz nas siedziało małżeństwo z dzieckiem i tata z córka. Jadalnia ciemna. Obsługa bardzo miła. Podaja tam pyszna, duża i tania herbatę w takim glinianym kubku :) Sam klimat cudowny. Wrócę tam z dużym plecakiem już niedługo :)
Zejscie ze schroniska, to szeroka i miękka od igliwia scieżka. Nogi odpoczęły, a my z małymi przebojami dojechałysmy do Nowej Lesnej.
To był kolejny udany dzień ;)


V dzien

Tatrzańskie Zruby --> Dolina Wielicka --> Polski Grzebień --> Mała Wysoka --> Polski Grzebień --> Dolina Wielicka --> Tatrzańska Polanka

To był ostatni dzień wędrówki. Serce pękało, nie wiedziałam co wybrać. Chciałam Koprowy, bo nigdy tam nie byłam, ale... Pogoda znów nie wróżyła niczego dobrego. Jak stwierdziła jedna z nas "powiało arktycznym powietrzem" :)
Padło na dojscie do Stawu Wielickiego. Brzydka pogoda-schodzimy, ładna-idziemy wyżej.
Szlak niebieski od Tatrzańskich Zrub nie podobał mi się. Nie wiem może było to zmęczenie, może duszne powietrze, a może i swiadomosc, że to ostatni dzień w górach... Męczyłam się strasznie i czekałam na rozejscie, bo wiedziałam, że szlak żółty, prowadzacy wsród kosodrzewiny do Wielickiej Polany, jest bardzo przyjemny. Tak też było, dochodzac na ostatnim dechu do rozejscia... już się cieszyłam. Ukazał się Gierlach i w tym momencie dostałam sił, nikt już nie usłyszał mojego sapania :)
Dochodzac do Polany Wielickiej znowu zastanawiałysmy się kto wydał zgodę na budowę tego a'la schroniska. Koszmarny budynek, a na tyle bunkier-służacy jako bar (takie nasze skojarzenia).
Słońce zaczęło grzać i już wtedy wiedziałam, że wejdziemy na Mała Wysoka. Choć bardziej chyba zależało mi na ujrzeniu Wielickiego Ogrodu...
Szlak na Polski Grzebień pamiętałam jako jeden z piękniejszych w Tatrach. Po jednej stronie Gierlach, a po drugiej Granaty Wielickie. Co kawałek płyna strumyczki, słychać swistaki, do tego ten Wielicki Ogród.
Prawie wszystko się w tym roku zgadzało... ale... już od tego feralnego schroniska myslałam o bujnej, kolorowej roslinnosci. Jakie było moje zdziwienie i złosc... gdy ujrzałam...Ogród... Wszystko przekwitnięte :(
Na szczęscie ukazywały się zwierzęta. Na szlaku na Gierlach stała kozica, a kawałek dalej, po drugiej stronie scieżki swistak :) Był też i fotograf ze statywem, który cały dzień krażył w tym miejscu w poszukiwaniu tych urokliwych zwierząt.
Dojrzał też swistaka i powolnym krokiem zbliżał się do niego. Usiadł pod skała, tuż obok... tkwił w tym miejscu chyba 10 min., po czym wychylił się, ustawił statyw i pstryknał ze 3 zdjęcia. Swistak pozował :) Wtedy pewien pan z Niemiec podszedł szybko, nie patrzac na nikogo... i przestraszył zwierzę. Ta ich kultura... A fotograf poszedł kawałek dalej...
Niedaleko Długiego Stawu znów wypatrzyłam kozicę. Z daleka, ale zawsze radosc :)
Ludzi było sporo tego dnia na szlaku. Głównie Polaków. Podejscie od Długiego Stawu, to już krótki odcinek, u góry łańcuch.
Szybkie przejrzenie mapy i.... 'skok' na Mała Wysoka. Cóż za brzydkie wejscie. Szlaku praktycznie nie ma. Ludzie ida jak chca. Kamienie troszke leca... Za to widoki ze szczytu - zwalajace z nóg. Muszę tam wrócić - dla tych pięknych widoków.
Zeszłysmy spowrotem. Na Polskim Grzebieniu zostałysmy tylko we dwie. Moja mama i ja... I kolejny raz (nie wiem już który) dziękowałam za te cuda natury. Za te lodowce! Gdyby nie one...
Dwie... patrzace na otaczajace szczyty, słuchajace ciszy. Cóż piękniejszego mogło nam się przytrafić w ten ostatni dzień? Mogłabym tam leżec do końca swiata i jeden dzień dłużej :)
Trzeba było jednak zejsc. Po drodze szukać kozic... i trafiło się stadko! 7, może 8 sztuk :) Małe kropki pod Wielickimi Granatami.
Do Tatrzańskiej Polanki zaszłysmy o zmroku. Prawie jak emerytki. Odezwało się kolano, a ja walczyłam z bólem brzucha. Zejscie asfaltem... nie było innego wyjscia.
Kolejny udany dzień, aż żal wyjeżdżać...


VI dzien

Chciałoby się przedłużyć wyjazd, ale niestety.... To koniec w tym roku. Pociag miałysmy ok. 18.00, więc stwierdziłysmy, że po powrocie do Polski, pojedziemy busem do Doliny Koscieliskiej i tam położymy się nad potokiem :)
Chciałam isc do Mylnej (moja ulubiona jaskinia), ale... wędrujace pielgrzymki sprawiły, że ochota odeszła i wylegiwałam się na trawce :)
Gdy zrobiło się trochę luznej na szlaku, to było już zbyt pózno na jaskinie.

Droga do domu... prawie cała przespana :)

Podsumowanie: Wszystko się udało, zwłaszcza pogoda dopisała. Miejsca nieznane już są bardziej znane. W tym roku najbardziej liczyła się dla mnie cisza i otoczenia stawów. Cos pięknego.
Wszędzie muszę wrócić i mam nadzieję, że już niedługo tak się stanie.





GALERIA