Strona główna

O mnie

Moje wyprawy

Równie pasjonujace

Linki

Księga gosci


rok 2006

I dzien

Kiry => Dolina Koscieliska => Schronisko Ornak => Jaskinia Mylna => Jaskinia Raptawicka => Jaskinia Mylna => Smocza Jama

Po ok. 1,5 miesiaca znów wyruszam w Tatry. Tym razem w 5-os. ekipie. Pozdróż ciagnie się niemiłosiernie. W pociagu pełno ludzi. Przedziały całe pozajmowane, ludzie siedza na korytarzu... Jednak to nie jest ważne. Dojeżdżajac do Zakopanego ukazuja się piękne szczyty. Tym razem wypady z kwatery, więc nie da się uniknać tłumów. Piękna pogoda. Ciepło. Na poczatek wybieramy Dolinę Koscieliska . Od poczatku trasy pełno ludzi.
Postanawiamy przejsć wszystkie znakowane jaskinie. Zaczynamy od Mroznej (chyba nigdy mi się tam nie spodoba). Pewna pani wzbudza moje zainteresowanie, mianowicie jest w tzn. japonkach. Dobry sposób, bo "buty" idzie szybko umyć ;)
Dalej Wawóz Kraków. Tu już zdecydowanie mniej ludzi.
Teraz czas na posiłek i uzupełnienie płynów. Schronisko oblegane, wszędzie trzeba się przeciskać. W drodze powrotnej wchodzimy do Jaskini Raptawickiej i i w tym czasie na niebie pojawiaja się chmury, zaczyna wiać. Pozostaje już tylko Jaskinia Mylna, pusta (!). Po niej ''kapiel'' w potoku. Tak mija nam pierwszy dzień.


II dzien

Kiry => Kasprowy => Swinica => Przełęcz Zawrat => Mały Kozi Wierch => Kozia Przełęcz => Zmarzły Staw => Czarny Staw => Murowaniec => Jaworzynka => Kiry

Pobódka wczesnie. Piękna pogoda, więc decyzja, że idziemy na Orla Perć od Kasprowego, a dokad zajdziemy, to wyjdzie w trakcie. Chcemy wjechać kolejka (wiem.... fuj... ale wszystko trzeba przeżyć). Wczesny ranek, a ludzi pełno. Wszędzie stonka. Kasprowy jaki piękny od strony wjazdu kolejki! Nigdy nawet bym nie pomyslała... Taki strzelisty. Na szczycie okropnie wieje. Ubieramy się ciepło i ruszamy w stronę Swinicy.
Już na Beskidzie ludzi coraz mniej (dużo się wycofuje).
Zawrat... Mały Kozi... Zamarła Turnia... Kozia Przełęcz i zejscie do Hali Gasienicowej.
Pierwszy raz tak bardzo się bałam isć Orla Percia... Wszystko przez ten wiatr. Nigdy czegos takiego nie przeżyłam. Na szczytach i przełęczach musiałam isć po czworakach... żeby mnie nie zwiało. Od Kasprowego do Swinicy zapierałam się kijkami.


III dzien

Palenica Białczańska => Dolina Roztoki => Dolina Pięciu Stawów Polskich => Swistówka => Morskie Oko => Palenica Białczańska

Ciag dalszy wiatru... Na dole ładnie, ale już widać co się dzieje na górze. W planach Szpiglasowa Przełęcz. Masa stonki zmierza do MOka, zle się idzie slalomem...
To samo w Dolinie Roztoki. Może troszkę mniej ludzi. Na szczęscie widać szczyty.
Dochodzimy do schroniska. Ledwo idzie się przecisnać. Jednak gdzies trzeba się posilić.
Dalej uchodzimy ok. 10 min. od schroniska w stronę Szpiglasowej i zaczyna lać. Decyzja, że wiatr i deszcz to zbyt niebezpieczne. Idziemy przez Swistówke do MOka.
Nad Mokiem już nie ma ludzi. Chwila zdjęć...
I... półgodzinna ulewa przeczekana w schronisku. Udaje nam się. Do parkingu schodzimy już w ciemnosciach.


IV dzien

Kiry => Boczań => Murowaniec => Przełęcz Karb => Koscielec => Przelecz Karb => Czarny Staw => Murowaniec => Kiry

Cóż za poranek! Goraco! Zero wiatru! Może za 3 razem uda nam się zdobyć Koscielec. Boczań... znów pełno ludzi. Słońce szybko nas męczy, ale wzmiocnione po krótkim pobycie w schronisku ruszamy.
Uwielbiam ten szlak obok stawków.
Mniej ludzi... pięknie. Idzie się szybko, jest goraco, ale co chwile płyna strumyczki, więc nie ma problemów z napiciem się czy ochłodzeniem. Na Karbie już sporo ludzi. Jedni schodza, drudzy wchodza na Koscielec. Ale to nic.
Po niedługim czasie jestesmy na Koscielcu! Pierwszy raz na samym szczycie. Wielka radosć, piękna pogoda. Niestety widzimy 3 razy lecacy helikopter.
Na szczycie siedzimy dosć długo. Czas na przemyslenia... chwila wycieszenia...
Podczas schodzenia odwiedzam slawna kolebę ;)
Zejscie do Czarnego Stawu już bez ludzi. Można się rozkoszować widokami. Nad czarnym nachodzi mnie ochota na wejscie na głaz... ;)
Po miłych doznaniach czas na powrót. Wspaniały dzień!


V dzien

Dolina Chochołowska => Grzes => Rakoń => Dolina Wyżnia Chochołowska => schronisko

Znów goraco... słońce już pali ramiona...Dzis Tatry Zachodnie. Dochodzimy do schroniska i okazuje się, że częsć z nas ma kryzys, Że nie wychodzimy powyżej schronu. Trzeba się podporzadkować grupie.
Jednak po małym posiłku zapada decyzja, że ruszamy w stronę Grzesia, a gdzie dojdziemy, to zależy od sił i chęci. Idziemy, idziemy i... wchodzimy na Grzesia... Jest pięknie, robimy przerwe na... opalanie ;) Błogie lenistwo. Nic już nam nie trzeba, zostajemy tu do końca dnia. Rozgladamy się i dziwnym trafem natrafiamy wzrokiem na Rakoń....
Idziemy :)
Może na Wołowiec? Niestety jest już za pózno. Schodzimy Dolina Wyżnia Chochołowska, odwiedzamy schronisko i szybko do rowerów.
Szybko i bezpiecznie ( powiedzmy ;) ) dojeżdżamy do parkingu.


VI dzien

basen w Orawicach => Krupówki

Ostatni dzień - relax. Z reszta trzeba się spakować i pózniej isć na pociag. Jedziemy do Orawic na baseny Od 08.15 czekamy koło budki przy busach żeby zapisać się na busa. Z małymi przeszkodami o 9.00 (bo w pewnym momencie zabrakło miejsc) ruszamy z Zakopanego. Godzina drogi i jestesmy na miejscu. Wchodzimy na 3 godziny za 370 koron. Można płacić polskimi pieniędzmi. Ludzi pełno.
Dużo pań z tłuszczykiem i przyłysawych panów ( ;) ) wyleguja się tam, gdzie sa masaże całego ciała. Trudno się dopchać. Jednak mi się udaje wejsć na dwie serie w ciagu tych 3 godzin.
Te 3 godziny, to zbyt dużo. Niestety nie ma tam wielu atrakcji, więc po pewnym czasie człowiek się nudzi. Myslę, że 2 godz. wystarczyłyby. W jakuzzi i wodzie z goracych zródeł leża ludzie w podeszłym wieku, podziwiam ich. Ja długo nie wytrzymuje - za goraco.
Wymoczone wracamy do Zakopanego i idziemy na Krupówki :)
Jest bardzo przyjemnie. Chodza różne grajace i spiewajace zespoły. Aż miło. Obiad i na pociag.... :(


GALERIA