Strona główna

O mnie

Moje wyprawy

Równie pasjonujace

Linki

Księga gosci


rok 2006

I dzien

Kiry => Dolina Koscieliska => Schronisko Ornak => Jaskinia Raptawicka => Jakinia Mylna => Schronisko Ornak => Przelecz Iwaniacka => Dolina Chocholowska => schronisko

06.30... odslaniaja sie gory! Piekne... coraz piekniejsze. Obydwoje cieszymy sie jak dzieci. Zakopane puste... Robimy ostateczne zakupy i jedziemy busem do Kir. Pusto! Nigdy nie widzialam tak pustej Koscieliskiej! Cisza, spokoj. Co chwile robimy przystanki. Ala... plecy... Ciezkie to wszystko. Prawie co 5 min. regulujemy plecaki. Ja czarno widze dalsza wedrowke... Z czasem jednak pojawiaja sie ludzie... jak i sily Dosc szybko ukazuje sie schronisko... Ornak... tak dawno przez nas niewidziane. Zostawiamy plecaki i ruszamy do jaskin. Na poczatek Raptawicka, po niej Mylna. Moja ulubiona. Maciej troche sie meczy ze wzlegu na wzrost ale jest zadowolony tak bardzo jak ja Wracamy do Onaku. Przepakowujemy sie. Maciej bierze jedzenie do swojego plecaka, a troche tego jest. Po posilku ruszamy do schroniska w Dolinie Chocholowskiej przez Iwaniacka Przelecz. Podejscie okropne, szczegolnie u gory! Duze stopnie. Jednak idziemy zadziwiajaco szybko. Zejscie o wiele lepsze. W miare lagodne i wiadomo... w dol Wykorzystujac ostatnie sily docieramy do schroniska i bierzemy 6-os pokoj. Maaalutko ludzi. Mozna powiedziec, ze pustki. Ubikacje i prysznice swiezo odremontowane. Kolejek - brak Pierwszy dzien za nami.


II dzien

schronisko w Dolinie Chocholowskiej => Dolina Chocholowska Wyz. => Rakon => Wolowiec => Jarzabczy Wierch => Konczysta => Trzydniowianski Wierch => Dolina Jarzabcza => Szlak Papieski => schronisko

Pobodka, sniadanie, pakowanie malych plecakow i na szlak! Ale sie dobrze iedzie, nie ma ciezaru na plecach. Wchodzac na Rakon co chwile wymijamy sie z grupka ludzi, ktorzy zmierzaja na Rohacze (z reszta nie tylko oni tam ida, dosc sporo ludzi). Na gorze jemy kanapki i dzwoni Keczup (forumowy kolega). Opowiada co tam u nich. Po chwili ruszamy na Wolowiec, dalej na Jarzabczy. Dluga droga. Zaraz przy wierzcholku Wolowca brzydki szlak, male kamyszki i duze stopnie. To samo jest przy zejsciu z Konczystej, tyle, ze bez tych stopni. Odczytujemy sms-a od Rarutki (forum), ze zaklepia nam miejsce w Murowancu, bedziemy razem w pokoju. Radocha... Robi sie pozno, nie schodzimy, a zbiegamy. Niestety dochodzimy do schronu bardzo pozno. Za pozno by isc do Murowanca. Z reszta nie mamy juz sil. Przenosimy forumowe spotkanie


III dzien

schronisko => Zakopane => Łysa Polana => Dolina Roztoki => Dolina Pięciu Stawów

Dzis przejscie ze schroniska do schroniska. Wstajemy pozno i idziemy w dol Chocholowskiej. By zaoszczedzic sil zjezdzamy ciuchcia za 4 zl. W Zakopcu robimy zakupy i ruszamy dalej. W Piątce mamy spotkac sie z Rarutka i Keczupem . Ten asfalt do MOka umm... Przeczekujemy burze pod daszkiem (niedaleko Wodogrzmotow Mickiewicza), nie nudzimy sie, bo zagadaduja nas pewni panowie, ktorzy pracuja przy drodze. Wynurza sie sloneczko i ruszamy w glab Doliny Roztoki. I idziemy... idziemy... idziemy... trasa sie nie konczy. Za to my juz jestesmy slabi. Przed Siklawa mijamy jeden plat sniegu i juz niedlugo widac schronisko. Sil przybywa Stajac juz ma schodach schroniska pewna pani pyta "Jestescie Agnieszka i Marcin?" "Taaak... znaczy sie Agnieszka i Maciej" Czyzby Rarutka? Jednak nie Po chwili wylania sie czarna, mala kobietka i zaprowadza nas do pokoju. Tu wielkie dzieki, bo gdyby nie rezerwacja, to mielibysmy glebe. Za chwile widac Keczupa Rozmawiamy, jemy i przychodzi czas na laciate. Robi sie coraz weselej . Pozniej wychodzimy na zewnatrz poogladac szczyty rozjasnione blyskami. Gdy robi sie pozno i zimno idziemy do pokoju...


IV dzien

schronisko => Swistówka => MOko => Łysa Polana => Zakopane => Kuznice => Murowaniec

Znow wstajemy pozno... i bierzemy prysznic w tej lodowatej wodzie... Brrr... prosto ze stawu... Kto chce, albo musi, to idzie polatac na Malysza ;) (chyba kazdy wie jakie sa ubikacje? ). Jemy sniadanie i wychodzimy w trase. Przed schronem robimy pamiatkowa fotke i "Ooo widze, że forum. Kazik jestem". Dobrze, że mamy forumowe naszywki. Niestety nie mamy czasu by dłuzej porozmawiać. Po drodze mamy swietne widoki! Robimy sporo zdjec. Szlak przez Swistowke jest bardzo przyjemny i warto tamtedy isc ze wzgledu na przepiekne widoki. Nad Morskim Okiem peeeelno ludzi - ale to normalne o tej porze roku. Siedzimy troche nad stawem i podziwiamy otaczajace szczyty. Keczup zostaje w schronisku, a my ruszamy w strone Lysej Polany. W Zakopcu opuszcza nas Rarutka. Niestety musi juz jechac do domu. My podazamy busem w kierunku Kuznic. Wybieramy droge przez Boczan i po wyjsciu z lasu lapie nas deszcz. Na szczescie jest on lekki, orzezwiajacy W Murowancu wielkie zdziwienie, bo mamy lozka! Predzej z nad MOka probowalismy zarezerwowac, ale nie bylo takiej szansy i zostalo podobno 13 miejsc... Zdazylismy. Jest juz pozno, wiec tradycyjnie kolacja, przysznic i spac. Najlepsze w tym schronisku jest to, ze na korytarzu mozna wysuszyc sobie rzeczy czy buty. Robimy pranie


V dzien

Murowaniec => Czarny Staw => Skrajny Granat => Zadni Granat => Czarne Sciany => Kozi Wierch => Kozia Przelecz => Zmarzly Staw => Czarny Staw => Murowaniec

Czekamy na Sywka (forum). Wchodzac do jadalni juz z daleka Go rozpoznaje. Krotka rozmowa i na szlak. Idziemy zoltym szlakiem na Granaty, caly czas w chmurach. Jednak juz na grani co jakis czas sie odslaniaja i podziwiamy piekne szczyty. Decyzje podejmujemy w trakcie. Tzn. czy idziemy dalej czy nie. Bedac na Kozim mam nadzieje, ze zejdziemy z Przeleczy Zawrat, ale niestety niedaleko Koziel Przeleczy zaczyna padac i robi sie slisko. Dlatego schodzimy ta wlasnie Kozia Przelecza... Nie wyglada to dobrze. Lancuchy pod sniegiem. W ogole pelno sniegu. Przy czym Maciej i ja nigdy nie mielismy z nim w gorach doczynienia. Na szczescie Sylwek, przyslowiowy 'badacz sniegu' (ze wzgledu na czeste wyjscia zima z Karkonosze) ma ze soba raki i wydeptuje nam stopnie Bez tego chyba ani rusz... Raz tylko lece do przodu, ale na szczescie na nogi. Niedlugo, nizej napotykamy ladny plat sniegu, po ktorym zjezdzamy jak na nartach (fajna zabawa ). Nagle wchodzi mgla i troche sie gubimy, jednak po chwili znow jestesmy na szlaku. Przy takiej pogodzie trzeba byc bardzo czujnym! Caly czas pada... ale to nic. Zadowoleni wchodzimy do Murowanca, gdzie czeka Bios (forum) ze znajomymi. Posilamy sie i przychodzi noc. P.S. Sylwek wielkie dzieki za ta pomoc na szlaku I oczywiscie za podarunek ;)


VI dzien

Murowaniec => Jaworzynka => Kuznice => Krupówki

To juz jest koniec... Ale gory pozostaja i juz niedlugo w nie wrocimy. Wychodzac z Hali Gasienicowej nie moge isc... Mianowicie caly czas ogladam sie i podziwiam. W szczegolnosci Kozi Wierch (moj ulubiony, dla mnie najpiekniejszy, zagadkowy...). Piekna pogoda, wszystko piekne. Ale trudno... Trzeba isc. Schodzimy jeszcze w miare pustym szlakiem. Wiekszosc ludzi spotykamy przy koncu doliny. Idziemy na chwile na Krupowki, ale tylko po to, by skorzystac z kafejki internetowej. Idealnie udaje nam sie zdazyc na autobus do Krakowa. Zaczyna padac...


GALERIA