Strona główna

O mnie

Moje wyprawy

Równie pasjonujace

Linki

Księga gosci


rok 2005

I dzien

Strbske Pleso => Furkotska Dolina => Chata pod Soliskom => Predne Solisko => Chata pod Soliskom => Strbske Pleso

Po 12 godzinach jazdy pociagiem docieramy do ukochanego Zakopca. Jest ok. 05.00 rano. Jakie jest nasze zdziwienie, gdy na PKP nie ma ani jednej osoby, ktora proponowalaby nocleg...Niedlugo udaje nam sie zlapac busa na przejscie graniczne do Lysej Polany. Musimy poczekac ok. 1,5 godz. na autobus do Starego Smokowca. Jestesmy troche przygnebione, bo mimo, że wczesniej padal snieg bylysmy nastawione psychicznie na cieplo. Nocleg mamy juz zamowiony w Nowej Lesnej (tam gdzie w zeszlym roku), wiec bez problemu trafiamy i dostajemy pokoj. Mala herbatka, kanapeczka i w trase! Co za widoki! Piekna pogoda! Zrobilo sie cieplo. Wreszcie czuje, ze zyje ;) Trasa bardzo przyjemna, o niebo lepsza od szlaku niebieskiego, ktrory prowadzi caly czas prosto pod gorę. Idzie nam sie super, sloneczko swieci i opala nasze lydki. W schronisku Pod Soliskom znow mala herbatka, kanapeczka i na szczyt! Wlasciwie chwilunia drogi, fajny szlak, tylko jest jeden minus...Bardzo duzo ludzi, ktorzy (w wiekszosci) wjezdzaja kolejka, wchodza na szczyt i uznaja sie za wielkich zdobywcpw. Panie w klapkach itp.;) Widoczki swietne. Schodzimy niebieskim szlakiem, po drodze zaliczamy skocznie narciarska, gdzie nie ma juz w ogole ludzi. Ojojojjjj, stromy ten zjazd. Podziwiam skoczkow...


II dzien

Tatranska Lomnica => Start => Skalnata Chata => Lomnicky Stit => do Startu niebieskim szlakiem => Start => Tatranska Lomnica

Nieciekawa trasa wlasciwie od Startu. Duze stopnie, praktycznie caly czas prosto pod gore. Dopiero u gory lzej sie idzie. Pogoda jest swietna. Niebo czysciutkie, tylko Lomnica co jakis czas zachodzi mgla, ale to normalne zajwisko ;) Oczywiscie chcemy wjechac na ten piekny szczyt. Okazuje sie, ze mozemy dopiero za 4 godz. Ale co tam, poczekamy. Warto. Chodzimy z kata w kat, herbatka, kanapeczki, obchodzimy Skalnate Pleso i poznajemy malzenstwo z dzieckiem, od ktorego dowiadujemy sie, ze na ten sam bilet, co na szczyt mozna wjechac na przelecz. Nikt nam o tym nie powiedzial, a informacja ta byla tylko przy wjezdzie na samym dole. Bylysmy na przeleczy w zeszlym roku, ale w koncu 4 godz. , to sporo czasu... Trudno sie mowi... Teraz wjazd... Trzesa mi sie rece i nogi, w ogole cala dygotam... I z zimna i ze strachu... Zawsze mam taki lek, ze boje sie, ze np. kolejka sie urwie. Na karuzelach mam to samo. Ale po przejechaniu kawalka czuje sie juz zupelnie dobrze. Jest bosko... Umm jakie widoki Wypatruje lancuchow.... i faktycznie sa. Prosto pod kolejka. A na szczycie czuje sie jak ryba w wodzie. ''Troche'' zimno, ale widoki wspaniale! Widac Teryho Chate. Nakrecam nawet filmik. Troche nieciekawie wychodzi, ale jestem amatork ;) . Na szczycie jestesmy tylko pol godz., wiec mija bardzo szybko. I zjad... wchodzi mgla. Po chwili szczytu nie widac... Ma sie to szczescie. Schodzimy szlakiem niebieskim do Startu, a potem zielonym. Niebieski bardzo polecam! Naprawdę swietny, przyjemny. Najgorsze w tym wszystkim sa poszkodowane lasy...


III dzien

Poprad-Tatry => Hrabusice => Podlesok => Sucha Bela => Vtaci Hrb => Nad Podleskom => Podlesok

Pierwszy raz jestem w Slowackim Raju. Jest dosc duzo ludzi. Dochodzimy do wawozu. Pierwsze przejscie utrudnia woda. Moja mama i ja postanawiamy pokonac przeszkode bez butow, by ich nie pomoczyc. Ludzie dziwnie sie na nas patrza. Woda ''troch'' zimna, ale po chwili stopy w bucie zdaja sie byc gorace. Mysle sobie:ale sie tym uodpornię. Idziemy dalej... peeeeelno wody. Co teraz? Z kamyczka na kamyczek, z przewroconego drzewa na belke, z belki na przewrocone drzewo, z jednej strony na drugą, raz dolem, raz gpra... Wszystko po to, by nie zamoczyc butow. W jednym miejscu napotykamy spory zator, jedni czekaja na swoja kolej, drudzy ida gora jedna strona, a jeszcze inni gora druga. My wybieramy najbezpieczniejsze przejscie, czyli gerą. Przynajmniej tak sie wydawalo, ale o tylko pozory. Starsznie slisko... Ziemia mokra i wystajace sliskie konary drzew... stromo... ale dajemy rade, chwytami sie tych konarow. Po chwili... slysze tylko jak ktos zsuwa sie po skale... I wielki trzask. Nogi mi sie uginaja, ale nic nie widze.. Schodze i widze faceta calego mokrego, od stop do glow, albo zlamal noge, albo skrecil... Wszyscy ludzie stoja, nikt sie nie rusza... ''Maly szok''. Pytam sie jak to sie stalo: spadl z kilku metrow prosto do potoku.... Na szczescie jest z nim dosc spora grupka znajomych. Idziemy dalej... przez cala trase, co chwile, spotykam ludzi, ktorzy smieja sie, ze to szlak ''Mokra Bela'' i takich, ktorzy wylewaja wode z adidaskow. Tyle, ze oni juz wcale nie patrza, gdzie postawic noge, tylko ida srodkiem. Przez 3/4 trasy udaje mi sie zachowav w miare suche buty. I co? Przed koncem szlaku dochodzimy do miejsca, gdzie drabinka jest pod wodą, a przejsc jakos trzeba... Trudno sie mowi, nie ma wyjscia. Jestem zla. Takie starania na marne...Ale i tak jest fajnie: duzo drewnianych drabinek, takich jak mają kury na grzędzie ;) , kilka metalowych drabin, pare lancuchow, metalowe stopnie. Przechodzimy w koncu ta Sucha Bele. Pozostaje zejsc. Caly czas chlupie mi w butach... Glupie uczucie. Schodzimy czerwonym szlakiem do punktu wyjscia. Zmeczone, przemarzniete, ale szczesliwe ladujemy na kwaterze.
Jezeli ktos lubi wawozy, to polecam ta trase. Mi sie podobalo, aczkolwiek wole strzeliste szczyty ;)


IV dzien

Stary Smokovec => Hrebienok => Polana Kamzik => Zamkovskeho Chata => Teryho Chata => powrot ta sama trasa

Budze sie... Pierwsze pytanie: ''Pada?'' - ''Nie, ale jest zachmurzone''. To nic, mimo wszystko planujemy Czerwona Lawke (Precne Sedlo).
Caly czas w mojej glowie jest Czerwona Lawka, ide z mysla o tym, ze niedlugo przekonam sie jak tam faktycznie jest. Pogoda nie jest ciekawa, zdaje sie, że zaraz bedzie padac. Bez problemu dochodzimy do Chaty Zamkowskiego. Tam szybki posilek, herbata i .... rozpadalo sie :( leje.... Co teraz? Decyzja: czekamy chwile, moze zaraz przejdzie. Siedzimy, siedzimy i nic... ciagle pada... Duzo ludzi wyrusza na szlak, postanawiamy takze isc. W koncu z cukru nie jestesmy. Jest strasznie zimno, wieje mocny wiatr... Mimo wszystko postanawiam podwinac spodnie jak najwyzej, by mokly tylko nogi. Wiem, ze z gorszego zla lepiej wybrac to. W wyzszych partiach wieje coraz mocniej. Miejscami mam wrazenie, ze zdmuchnie mnie ze szlaku. Ale co tam... podziwiam widoki, bo jest cudownie! Po prostu pieknie... Po chwili wpadam w strumyk i mocze buty... Na szczescie nie przemokly calkiem. Pod koniec szlaku przestaje padac. Patrze, widac juz blisko schronisko. Ogarnia mnie zadowolenie. W koncu sie ugrzeje. Po chwili sie dziwie... bo schronisko jest bardzo male, ale ma fajny klimat, kazdy czuje sie jak u siebie w domu. My takze. Siedzimy dosyc dlugo, grzejemy sie i suszymy ubrania. O Lawce nawet nie ma co marzyc. Jestem troche zawiedziona, jednak szczesliwa, bo przeszlam jeden z najcudowniejszych szlakow. Schodzimy po ok. godzinie. Jest zimno, ale nie pada. Cala droge szukamy kozic ;)
Szlak swietny. Idac sie nie meczy. Jak dla mnie super!


V dzien

Strbske Pleso => Jamske Pleso => Krivan => powrot ta sama trasa

Jest nawet ladny dzien. Nie pada. Od rana postanawiamy zdobyc Krivan. Od Strbskego Pleso do Jamskego idzie sie dobrze. Kawalek szlaku niemeczacego. Jamske Pleso wyglada ladnie. Taki maly, obrosniety staw. Zbaczamy troche ze szlaku na Krivan, aby do niego dojsc. Tam juz chwyta nas glod i konsumujemy kanapki. Potem szlak sie ciagnie. Idziemy i idziemy bez konca. Na szczescie sa ladne widoki i slychac swistaki, ktorych caly czas wypatruje . Na takiej ladnej polance spotykam pewna starsza pania, nie rozmawiam z nia, tylko pozdrawiam i ide dalej. Do rozwidlenia mijam sie z nia kilka razy W koncu zaczynamy sie z tego smiac i rozmawiac;). Dochodzac do rozwidlenia spotykam dosc duzo ludzi, patrze w gore... i... ona spadnie zaraz kolo mnie, a ja jej nie pomoge...-mysli w mojej glowie. Dziewczyna leci z gory kilka metrow... prosto na moich oczach i w moja strone, z dolu wygla, ze jest calkiem stromo, a obok mnie przepasc i zadnego ratunku. Nogi sie pode mna uginaja... Na szczescie zatrzymuje sie. Jest dosc mocno poturbowana i pozdzierana, ale sie usmiecha... Mi jakos nie jest wesolo... To kolejny wypadek, gdzie jestem swiadkiem. Na szczescie nie az tak powazny. Niedlugo potem dochodzimy do pewnego trudniejszego przescia. Lezy tam pelno kijow. Niestety ludzie musieli je zostawic, biedulki ;). Na Malym Krivaniu jemy kanapki i zaczyna w tym momencie strasznie mocno wiac. Jest zimno. Szlak od Malego jest brzydki. Kamyszki, ktore mozna latwo stracic komus na glowe. Przy samym wierzcholku troche wspinaczki, ale bez lancuchow. Skaly wysliskane, szlaku okreslonego tak jakby nie ma, kazdy idzie tam, gdzie wydaje mu sie najlepiej. Dopiero na tym odcinku czuje sie ok. :) Moge wyminac sporo ludzi, ktorzy sie boja i dlatego ida wolniej. W koncu jestesmy na wierzcholku! Przy krzyzu robimy zdjecia (potem sie okazuje, ze powstal dosc brzydki filmik) , batonik i schodzimy, bo zimno. Tempo powrotu jest strasznie wolne. Podzielamy się na 2 zespoly po 2 osoby, bo nie dajemy isc w tak wolnym tepie. Moja mama i ja schodzimy szybko, gdyz tak nam latwiej. Niestety zdarza sie,ze wysiada kolana. Niestety niedlugo mnie lapia dreszcze. Jest mi strasznie zimno. Pod sam koniec juz kreci mi sie w glowie. Zdaje sie, ze mam bardzo wysoka goraczke. Pewnie od tego, ze miam chore migdaly. Rozgrzewam sie dopiero w domu goraca herbata z cytryna i na nastepny dzien jest ok.
Musze powiedziec, ze warto wybrac sie na ten szczyt. Droga dluga, mozolna, ale obfita w widoki. Jeden minus... staszne tlumy ludzi.


VI dzien

Poprad-Tatry
=> AQVA PARK :)) Polecam-tak dla relaksu. To zespol roznych basenow i zakrytych i odkrytych z widokiem na Tatry :)
=> Zakopane i tradycyjnie Krupowki.

Tak zakonczyla sie wyprawa w 2005 roku.


GALERIA