Strona główna

O mnie

Moje wyprawy

Równie pasjonujace

Linki

Księga gosci


rok 2005


I dzien

Podroz samochodem mija dosc szybko. Wiekszosc drogi i tak przesypiam na tylnim siedzeniu, ktore mam tylko dla siebie. Niecierpliwie sie, gdyz praktycznie jade w nieznane mi tereny. Pierwszy postoj: Palac w Kamiencu Zabkowickim Pieknie tu. Mnostwo zieleni! Zadziwia nas... plot, na ktorym sa ulozone pionowo kawalki szkla. Pani przewodnik oprowadza nas, troche opowiada. W jednej wiezy mozna nawet spedzic noc lub kilka. Wiadomo, ze za odpowiednia cene ;) Wszedzie dookola biegaja owczarki niemieckie. Tez nas to dziwi. Sciany palacu porastaja ogromne bluszcze.
Jedziemy dalej. Zatrzymujemy sie w na posilek. W miejscu... gdzie mozna samemu zlowic pstraga, ktorego za chwile sie zje. Pierwszy raz zlowilam rybe! Ogromne przezycie :) Smakuje o niebo lepiej :)
Najedzeni trafiamy do Boleslawowa, gdzie jest pensjonat.


II dzien

Na poczatek Jaskinia Niedzwiedzia. Z opowiesci slyszalam, ze piekna. Owszem, jednak kto jak kto, ale ja wole dzikie tereny, a nie sztucznie oswietlone. Przy wejsciu ogromny szkielet niedzwiedzia. Wielkoscia zblizony do mojego wzrostu, czyli ok. 160 cm! Robi wrazenie... Jaskinia jest dlugo, tez troche marzne. Przy parkingu stoja sztuczne dinozaury, tez robie im zdjecia.
Dalej jedziemy do Miedzygorza i idziemy szlakiem do Ogrodu Bajek. Smieszne to wszystko :) Wcale nie wchodza tam same dzieci, wrecz przeciwnie! Szchodzimy lasem, bez szlaku. Trafiamy na cudowne skalki. Takiego miejsca nie mozna ominac :) Taaak, jakie widoczki! Wspaniale. Mam ochote tam zostac, ale niestety czas goni.
Na obiad udajemy sie do Czech. Tam obok restauracji znajduje sie muzeum ze starociami. Ciekawe miejsce. Rozne rowery, wozki dzieciece, suszarki itp. Wszystko dziwnych ksztaltow i rozmiarow :)
Aby za duzo nie przytyc w drodze powrotnej wypozyczamy rowery wodne. Troche pedalowania, moczenia nog i w droge.


III dzien

Nie wiem, ale chyba troche pod moim wplywem, udajemy sie na wedrowke w masywie Snieznika. Wychodzimy z Ladka Zdroj. Jakis niebieski szlak nam sie ukazuje, ale nie wiadomo co to jest, gdyz nie mamy mapy. Idziemy caly czas lasem. Sporo grzybow... Co jakis czas goloborza. Fajnie sie na nie wchodzi:) Nagle ukazuje sie widok na laczke! Cudowny widok. Lezymy chwile i relaksujemy sie. Zejscie ta wlasnie laczka mija nam w zaskakujaco szybkim tepie. Wracamy do pensjonatu.
Po kolacji chodzimy w okolicach miejsca noclegowego i zauwazam kobylke, do ktorej osmielam sie podejsc. Jest troche gruba, ale ladna :) Po drodze jeszcze wchodzimy na wieze obserwacyjna i wracamy.


IV dzien

Nasz "przewodnik" zapowiadal, ze to najpiekniejsze miejsce w okolicy. Szczeliniec Wielki... Z daleka widac (z parkingu), ze jest tam ladnie. Podejscie proste, szybkie. Bez problemu. Po wejsciu do tzw. labiryntu mnostwo szczelin! Niby nie mozna wychodzic poza oznaczony teren, ale nie moge sie opanowac! Pozniej dowiaduje sie, ze sa tam zmije... Podziwiamy skaly przypominajace zwierzeta i rozne ksztalty. Niestety jest sporo ludzi. Schodzimy i jedziemy dalej.
Dojezdzamy do Zlotego Stoku. Zjaduje sie tu kopalnia zlota. Tzn. teraz juz nie, ale kiedys :) Oprowadza nas przewodnik, nastepnie idziemy zobaczyc podziemny wodospad. Na zakonczenie strzelamy z luku. Cos mi nie idzie i jest smiesznie :) Przechodzimy obok scianki wspinaczkowej... Sciska mi serce, ze juz jest za pozno i nie ma okazji zeby sie na nia wspiac :(
Jedziemy na obiad do Czech i do domu.


Tak zakonczyla sie ta bogata w smiech wycieczka. Byla swietna i dlugo ja bede wspominac.


GALERIA